Trzecia dodatkowa zawartość do Infinite Warfare nie zawodzi.


Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości Kool Things.

 

Krótko i na temat:

6 lipca, ku uciesze graczy lubiących wieloosobowe rozgrywki, pojawiła się trzecia (przedostatnia) dodatkowa zawartość do Call Of Duty: Infinite Warfare. Sam jestem graczem tegoż tytułu już od ponad kilku miesięcy i nieskromnie mówiąc, bywam niezły w rozgrywkach na mapach multiplayer, oraz trybach zombie. Dlatego postaram Wam krótko i na temat (jak zawsze na tym blogu) opisać jak wypada cały dodatek na tle poprzednich.

„Atak tego radioaktywnego czegoś” tak nazywa się trzecie DLC do najnowszego CODa. Po raz kolejny dostaliśmy cztery mapy (a wśród nich jedna odświeżona z Modern Warfare 3), oraz nowy scenariusz do trybu zombie, w którym ponownie będziemy musieli przetrwać ataki żywych trupów, tym razem trafiając na plan filmu grozy Willarda Wylera w Sonova Beach, czując na plecach klimat lat 50 dwudziestego wieku. W najnowszym DLC dostajemy cztery klasy: naukowca, uczennicę, rebelianta oraz wojskowego. Do tego dochodzą nowe rodzaje przeciwników i zestawy broni. Nie ominie Was także wsparcie w postaci Elviry – władczyni ciemności, która jest główną bohaterką minifabuły (co jest puszczeniem oczka w stronę fanów seriali lat 80, a dokładnie widzów „Elviry, władczyni ciemności”). A na czym dokładnie opiera się linia fabularna dodatku? Twoim zadaniem będzie walka z tworami nieudanego eksperymentu. Nic odkrywczego, ale nie fabułą tryb stoi. 😉

Skądś Panią kojarzę…

Jak się w to gra? Tak jak już wspomniałem, tym razem sięgamy do lat 50-tych. Klimat groteski oraz starych horrorów klasy C nie odstępuje nas na krok, a zaprojektowane mapy graficznie prezentują się solidnie, tak samo jak poprzednie odsłony. Do czwartej sceny twórcy malują świat w kolorach czerni i bieli (ukłon w kierunku fanów VHS), później stosunkowo serwując rozszerzenie palety wyblakłych barw. Widać, że twórcy starali się nieco urozmaić rozgrywkę względem poprzednich scenariuszy. Infinite Ward po raz kolejny wrzucili do gry humorystyczne wstawki (jest też easter egg w kierunku fanów Fallouta 3 i 4). Próbowałem grać solo, ale szczerze mówiąc wychodzi to bardzo ciężko i po prostu polecam poszukanie znajomych do wspólnego grania. Dopiero wtedy gra nabiera rumieńców.

Czy to jest najlepszy tryb fabularny ze wszystkich dodatkowych zawartości jakie wyszły? Ciężko powiedzieć, bo tak naprawdę każda z nich bawiła moją duszę gracza i była na swój sposób odmienna. W pierwszym scenariuszu trafiliśmy do szalonego miasteczka, w drugim byliśmy w obozie kempingowym i zaczarował mnie fenomenalny klimat lat 90-tych z nawiązaniami do Jasona X, a w trzecim dostaliśmy sztuki walki i świetne lata 60-te. Wszystko zależy od upodobań graczy. Mojej skromnej osobie przypadły do gustu wszystkie, bo uwielbiam przeszłość i klimat nostalgii – kto tego nie lubi, szczególnie jak jest dobrze zrobione?

Jak się ma sprawa z czterema mapami do trybu multi? Jest niemal tak samo jak w poprzednich DLC. Twórcy serwują nam trzy solidne mapy i jedną dodaną na siłę, ale po kolei… Ember to odświeżona lokacja z MW 3. Mamy do czynienia z futurystycznym miasteczkiem, a cała rozgrywka kręci się wokół rynku z dosyć długimi uliczkami. Dla fanów szybkiego przemieszczania się będzie jak znalazł. Dla mnie jest to najgorszy teren gry, ale dalej jest już tylko lepiej. Fore to mieszanka kortów golfowych, centrum turystycznych oraz podziemnych sarkofagów. Nie znajdziesz tutaj miejsca na zatrzymywanie się oraz wyczekiwania na wroga. Więc i ta mapa jest przystosowana do energicznej gry. Liczy się szybki refleks. Tempo przypomina nam stare czasy z Unreal czy Quake 3. Permafrost to najciekawsza lokacja. Twórcy inspirowali się grą od Ubisoftu, a konkretnie The Division i gdyby nie widok z pierwszej osoby, to pomyślałbym, że gram właśnie w tytuł od francuskiego wydawcy. Czuć też klimat z filmu „Pojutrze”, który został już nieco zapomniany. Aura zniszczonego, post-apokaliptycznego bardzo mi odpowiada. Czwartą i ostatnią mapą jest Bermuda. To malutkie miasteczko na zniszczonym okręcie. Tym razem odniosłem wrażenie, że twórcy inspirowali się „Wodnym Światem” z 1995 roku. Tak naprawdę wszystkie z tych map przystosowane są do szaleńczego tempa rozgrywki, więc zwolennicy gry stricte taktycznej mogą nie czuć się w nich najlepiej.

Klimatycznie tu!

Warto też zaznaczyć, iż pierwszy raz od dawna nie spotkałem się z ”kampieniem”, co było zauważalne na bardziej otwartych terytoriach w poprzednich DLC. Ja takie coś cenię, gdyż bezpośrednie starcia i porównywanie kto ma lepszy refleks oraz kto pierwszy naciśnie na swoim padzie przycisk to to, co lubię najbardziej. Dlatego też bardzo szybko zrezygnowałem z Battlefielda, bo otwarte i rozległe mapy niebywale mnie nudzą. Uwielbiam lecieć „na rambo” i chyba nie jestem w tej kwestii osamotniony. Po prostu przyzwyczaiłem się do futurystycznego stylu jaki został wprowadzany kilka lat temu. Z czasem polubiłem bieganie po ścianach i skakanie ze specjalnym nowoczesnym kombinezonem rodem z Crysisa. Jestem też bardzo ciekaw jak będzie mi się grać w nadchodzącego Call of Duty, który powróci do korzeni pierwszych odsłon z poprzedniej dekady. Wy też czekacie, prawda? 😉

Jak to bywa na blogu Łowczyni Trofeów, nie może zabraknąć akapitu o osiągnięciach. Gra zawiera 8 trofeów (5 srebrnych  i 3 brązowe ).  Najłatwiej jest zdobyć trofiki „Prototyp M.A.D”, oraz ”Przynęta i zamiana”, które polegają na tworzeniu broni i pułapek. Reszta jest w dalekim zasięgu społeczności, a jednej ”Pożeracz ćwiartek” (gdzie należy pokonać głównego bossa), jeszcze nie udało się zdobyć nikomu (ale nie bójcie żaby, na blogu pojawi się poradnik do trofeów do podstawy gry i dodatku, zrobione przez Olę). Wbicie 100% nie będzie drogą przez mękę, ale tak jak pisałem wcześniej, nie pójdzie też jak bułka z masłem. Im dalej w las tym większe bydlaki pojawiają się na naszej drodze, a monety łatwo się wydaje także na bronie (na początku dostajemy pistolety na wodę), ale potem na szczęście jest lepiej.  😀

Call of Duty: The Division! Oh wait…

”Absolution” prezentuje wysoki poziom, który twórcy trzymają już od dobrych kilku miesięcy. Za 61 złotych dostajemy solidne mapki oraz scenariusz trybu zombie, które są ukłonem w stronę starych horrorów z żywymi trupami w tle. Jeżeli ktoś lubi eksterminacje szwędaczy z kolegami i gustuje w takich tytułach jak Left For Dead, to daję słowo, będzie bardzo zadowolony. Tryb multi mogę polecać tym, którzy pamiętają czasy szybkich strzelanek Unreala, Quake czy polskiego Painkillera i preferują mniejsze i mniej otwarte tereny map.

Kupisz tutaj: KLIK

Plusy:

  • interesujący tryb zombie,
  • nawiązania do lat 50-tych,
  • kiczowate pokazanie wczesnych horrorów z zombiakami w tle,
  • puszczanie oczka w kierunku fanów Fallouta 3 i 4,
  • mapy Bermuda i Permafrost,
  • mniej miejsc do ”kampienia” i więcej bezpośrednich starć z żywym przeciwnikiem,

 

Minusy:

  • niepotrzebne odświeżanie mapy z poprzedniej części MW.

 

Trofea:

Bezduszny 
Znajdź fragment Klucza Duszy w Ataku radioaktywnej rzeczy.

 

Paskudne sny 
Znajdź fragment Klucza Duszy w Ataku radioaktywnej rzeczy jako Elvira.

 

Pani ciemności 
Odblokuj Elvirę w Ataku radioaktywnej rzeczy.

 

Pożeracz ćwiartek 
Ukończ Skullhop w Ataku radioaktywnej rzeczy.

 

Przynęta i zamiana 
Przygotuj i użyj wszystkich pułapek w Ataku radioaktywnej rzeczy.

 

W trzewiach bestii 
Podaj kody do bomby bez pomyłki za pierwszym razem w Ataku radioaktywnej rzeczy.

 

Prototyp MAD 
Stwórz M.A.D. w Ataku radioaktywnej rzeczy. (Modularny Atomowy Dezintegrator).

 

 Drogi pamiętniku 
Wysłuchaj wszystkich nagrań Willarda w Ataku radioaktywnej rzeczy.