Call of Duty: World War 2 – Wrażenia z zamkniętej bety

Co to się działo za zamkniętymi drzwiami…

Podziękowania dla Kool Things za podesłanie kodu do bety.

 

Beto, beto, ah to Ty!

Powiem Wam szczerze, że nie lubię bet. Nie lubię tej przeważnie stricte marketingowej zagrywki, która nie jest próbą serwerów, a czystym zachęceniem (bądź nie) do kupna danego produktu. Tak, w dema też nie gram. 😉 A prawda jest taka, że ciężko oceniać coś, co jest małym kawałkiem większego pomysłu. Przekonana w końcu przez znajomych, dołączyłam do armii szerzącej postrach podczas growej drugiej wojny światowej. Jak było? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w poniższych akapitach.

Zacznijmy od tego co od razu przykuło moją uwagę… Szarża. Pamiętacie atak bagnetem, który mieliśmy ostatnio przyjemność testować w BF1? Nie? Nie dziwię się, bo nikt tego prawie nie używał. Mam na myśli atak ukryty pod  podczas sprintu. Dlaczego o nim wspominam? Ano dlatego, że w COD:WW2 mamy identyczny atak, z wręcz identyczną animacją. Wzorowanie się czy już może plagiat? Sami ocenicie, ale z kim nie rozmawiam to od razu o tym wspomina.

Team Twittera wkracza do akcji.

 

Wiem, że nic nie wiem.

Tryb online na pierwszy rzut oka wygląda identycznie, jeżeli chodzi o tryby rozgrywek, jakie oferują nam twórcy. Znajdziecie tu typowy team deathmatch, hardpoint, dominację. Ale waszym oczom ukaże się również coś nowego, mianowicie tryb wojny, w którym nie liczą się osobiste wyniki graczy, a osiągnięcie celu. Zero statystyk, brak wyróżnień, po prostu drużyna, musząca stawić czoła przeciwnikowi. I tak w becie otrzymaliśmy niestety tylko jedną mapę, która pokazuje piękno tego trybu. Całość opiera się na mechanice obrońcy versus atakujący, a cała wojna utrzymana jest wokół czterech kolejnych punktów. Jest to idealnie miejsce do rozwijania arsenału broni, aczkolwiek ciężko napisać coś więcej o tym trybie, ponieważ tak jak wspomniałam, beta oferowała tylko jedną miejscówkę, która opierała się na przejęciu danego punktu, zbudowaniu mostu, podłożeniu bomby oraz eskorcie czołgu do bazy wroga. Nie wiemy więc, czy tryb ten będzie opierał się tylko na wyżej wymienionych celach, czy też każda mapa będzie oferowała zróżnicowane zadania taktyczne. Nie mniej jednak to przesuwanie frontu pozwala poczuć dreszczyk wojny. Wśród moich znajomych opinie o tym trybie były różnorakie, dlatego będziecie musieli wypróbować go na własnej skórze i dajcie nam znać, jak się podobało!

 

Ciasno tu, okropnie ciasno. I jakoś tak przeraźliwie szybko.

Najbardziej boli mnie to, że mapy w podstawowych trybach są klatkowe. Są na tyle małe, że często od razu po respawnie pojawia się przeciwnik na Twoich plecach i nawet się dobrze nie rozpędzisz, a już leżysz w trumnie. Ich sterylność powoduje, że gra jest okropnie szybka, a przebiegnięcie z jednego końca lokacji na drugi, zajmuje może z 10-15 sekund przy dobrych wiatrach. Przez to, przynajmniej dla mnie, został całkowicie zniszczony klimat wojny. Nie jestem zwolenniczką trybu multi w poprzedniej odsłonie Call of Duty, ale mam wrażenie, że tutaj dzieje się wszystko sto razy szybciej. Trzeba mieć jeszcze na uwadze to, iż mapy mają „mało dróg dojścia”, jeżeli chcecie się dostać na drugi koniec mapy np. Gibraltaru, możecie pójść tylko 3 drogami. Mało prawda? Przesadzona dynamika i uczucie klaustrofobii nie odstępowało mnie na krok. To wszystko sprawia, że gra wydaje się zwyczajną e-sportówką. Powiem Wam szczerze, że jeżeli chodzi o szybkie gry, to nie zawsze umiem się w nich odnaleźć. Dlatego tak dobrze grało mi się w multi BF1, który oferował przestrzenne mapy.

Jeżeli chodzi o mapy dostępne w podstawowych trybach, twórcy zaserwowali nam trzy, dosyć podobne mapy. Las Ardeński, Pointe Du Hoc oraz Gibraltar. Pierwsza z nich jest owiana zimową scenerią. I niestety całość opiera się na bieganiu po granicach mapy, gdzie środek nie jest prawie w ogóle uczęszczany przez graczy. Pointe Du Hoc możecie pamiętać z Call of Duty 2. Typowa wojenna lokacja z okopami oraz hangarami. Gibraltar natomiast jest najbardziej nieudaną mapą. Centralna jego część to okropna sieczka, a przejście flankami zajmuje wieki. W nadchodzącej otwartej becie dostaniemy do dyspozycji jeszcze jedną mapę, miejmy nadzieję, że będzie ona trochę większa od poprzedniczek.

Mam Cię na widelcu!

 

Żołnierzu, czas wybrać swoją drogę!

W Call of Duty: WW2 znajdziecie również podział na dywizje, w których przyjdzie nam spędzić długie godziny. Wybieracie ją na samym początku przygody z trybem multi, a każda z nich oferuje trochę inne zastawy broni, ulepszenia oraz umiejętności. Oczywiście podczas rozgrywki możecie dowolnie wędrować między arsenałem. Czeka Cię kariera żołnierza zwykłej piechoty, bądź ukrytego snajpera, który bezszelestnie porusza się między zawodnikami i eliminuje ich z dalek… a nie jednak nie, bo mapy są na to za małe. 😉 Reszta rozgrywki wydaje się kopią poprzedniczek, więc wierni fani CODa nie powinni być niezadowoleni.

Wybór broni podczas meczu.

 

To jak, warto czy nie?

Odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Zawsze warto sprawdzić dany tytuł, żeby wyrobić sobie o nim zdanie. Każdy gracz jest inny, dla jednego małe mapy to świetna okazja do pokazania się, drugi będzie niemiłosiernie się męczył i przeklinał, że nie może zabić ani jednego przeciwnika. Kilku moich znajomych się odbiło, kilkunastu jest zadowolonych, więc mam nadzieję, że spotkamy się w najbliższy weekend po przeciwnych stronach barykady wojennej. Reasumując, ja jestem trochę zawiedziona, ale nie na tyle, żeby nie spróbować pełnej wersji gry. Czekam przede wszystkim na tryb zombie, który mam  nadzieję, zostanie jakoś unowocześniony.  A tymczasem, ja się z Wami żegnam i biorę się za tworzenie poradnika do Uncharted: Zaginione Dziedzictwo. 😉

 

Żołnierze, widzimy się na polu bitwy!

 

Podziękowania dla Magdy, Marcina, Bartka, Łukasza, Rekina, Artura, Tomka oraz Roberta za wspólną grę!