Pro Evolution Soccer 2018 – Opinia

Kto w tym roku usiądzie na piłkarskim tronie?

Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości Techland Wydawnictwo.

 

Druga połowa jest zawsze ciekawsza.

Końcówka września, wszystkie drużyny zaczęły już bój o najważniejsze ligowe trofea, w Madrycie minus 7 (dla mojego niepocieszenia) a i Champions League pomału rozwija swoje skrzydła. Jesienna pogoda za oknem zawitała już na dobre, więc z czystym sumieniem możemy usiąść z kocem przed konsolą i odpalić nowego PESa. Bo wysiłek fizyczny jest w życiu bardzo ważny. Szczególnie ten gamingowy, prawda? 🙂 Mam dla Was krótką opinię najnowszej odsłony głównego przeciwnika FIFY. Przez dwa tygodnie dzień w dzień rozgrywałam kilkanaście/kilkadziesiąt meczy, żeby poczuć usprawnienia, które twórcy wcielili w życie. Czy jest to rewolucyjna odsłona na piłkarskim podwórku?

Jeszcze Cristiano piłki nie dotknął, a trawa już w powietrzu.

Głównym problemem zarzucanym PESowi jest brak licencji, która pozwoliłaby na granie takimi zespołami jak np. Real Madryt. Drużyna królewskich owszem ma swoje miejsce, jednak możecie pomarzyć o stylowych białych koszulkach los blancos jak i klubowym herbie przy wybieraniu drużyn. Więc Real Madryt to tak naprawdę MD White. Dla mnie nie jest to jakaś większa wada, jednak z doświadczenia wiem, że ludzie wolą to, co ma większe odbicie w rzeczywistości. Dlatego statystyki sprzedaży zawsze będą kłaniać się ku grze od EA Sports. Konami natomiast wiedząc, że dla wielu piłkarskich maniaków brak licencji jest sporym minusem, zostawia graczom furtkę, ukrytą pod nazwą „option file”. Jest to sprytny sposób na posiadanie wszystkich licencjonowanych strojów, herbów etc. Jeżeli jesteście zainteresowani jak przenieść realne drużyny do Waszego PESa, polecam poradnik, którym znajdziecie wszystkie potrzebne informacje, dotyczące instalacji tego rozwinięcia.

 

Główką panie, główką!

Kolejnym problemem PESa jest brak wyważenia podczas gry skrzydłami. Nawet na wyższych poziomach trudności, dojście do rogu boiska jest dziecinnie proste, gdy w tym samym momencie, przeciwnicy tłoczą się na środku boiska, nie wysyłając żadnego piłkarza do pomocy. I to nie problemy strategiczne, ale AI przeciwników, którzy nie grzeszą mądrością przy dośrodkowaniach, powodując, że każde takie podanie w 90% kończy się golem. Co więcej, teoretycznie podania powinny być pod większą kontrolą gracza, jednak dopiero w myClubie widać, jak ta nasza władza jest upośledzona. Piłka często trafia nie pod nogi tego zawodnika, który w domyśle powinien ją otrzymać. Nie pomoże tutaj nawet zgranie na 99. gdy przed polem karnym masz zamiar wykonać precyzyjne podanie. Wiele starć zostało przeze mnie przegranych w ten sposób, szczególnie w środkowych odcinkach przedpola karnego. Co więcej, tutaj tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak taktyczne rozgrywanie piłki, większość akcji opierać się będzie na kontrach i atakiem skrzydłami. Długie podania trójkątem wychodzą w 90% i gra nie skłania do używania innej strategii. A czy pisałam już, że prawie każde dośrodkowanie kończy się golem?

 

Panie sędzio, co Pan wyprawia?

Zastrzeżenia mam do zaprojektowanej pracy sędziów, którzy w tej odsłonie okropnie się mylą. Nie wiem, czy ma to związek z „urzeczywistnieniem” rozgrywki, ale dla gracza jest to nazbyt irytujące. Błędnie odgwizdane spalone, kilkadziesiąt fauli, które były czystym wejściem na piłkę, oraz oczywiste faule, których pan sędzia nie widzi, sprawiły, że granie w myCluba mi w pewnym momencie totalnie odrzuca. Co warto też podkreślić, podczas mojej już ponad 100-godzinnej zabawy z tą odsłoną PESa, nie podyktowano ani razu żadnego wolnego i karnego na moją korzyść. Jest to sytuacja kuriozalna, ponieważ przeciwnik komputerowy zawsze odbierze Ci piłkę w sposób dozwolony (nawet jak takim nie jest).

 

Ale gra ma też i mnóstwo plusów

Jestem zwolenniczką PESa, w bezpośrednim starciu trybów tworzenia drużyn online. FUT nie przypadł mi do gustu, w sumie nawet ciężko stwierdzić dlaczego, jednak myClub to rozgrywka dla mnie, na totalne rozluźnienie i powolne tworzenie swojego wymarzonego klubu. Ponownie najbardziej do gustu przypadł mi tryb VS COM, w którym mierzymy się z drużynami innych graczy, kierowanymi przez sztuczną inteligencję. Jest to na tyle wciągające, iż można tutaj spędzić długie godziny. Różnice w inteligencji przeciwników są naprawdę wyczuwalne, a sama gra chyba „zapamiętuje” jakimi schematami gra dany gracz, by wcielić później konkretne akcje w życie w bezpośrednim starciu z naszymi wojownikami.

Na plus wysuwa się również postawa bramkarzy, którzy są ostatnią deską ratunku w niebezpiecznych sytuacjach. Często, w zależności od umiejętności, potrafią wybawić nas z opresji, dodatkowo nie ustępują dynamiką i mądrością gry samemu Buffonowi. Czego nie można niestety powiedzieć o obrońcach. Mamy dwa systemy pressingu na graczy: pomocniczy oraz główny. O ile główny (czyli wywołany przez piłkarza, którym sterujemy) jest intuicyjny i efektywny, tak pomocniczy (zawodnik najbliżej stojący przy przeciwniku) jest kompletnie zbędny i czasami można złapać się głowę, gdy mimo pressingu piłka przelatuje 50 centymetrów od nogi pomocnika. W zabawie na wyższych poziomach trudności, przeciwnik zawsze będzie starał się na atak skrzydłami. Niestety system obrony w 99% nie umie czytać gry, przez co walka na legendarnym poziomie trudności kończyła się dla mnie przeważnie 3-4 bramkami w plecy.

Pazdan chyba trochę zaspany.

Poprawie też uległo same wyważenie graczy w środku pola. Nie jest to już takie szybkie rozgrywanie jak w poprzednich odsłonach, przeciwnicy nie doskakują przez 90′ minut do piłki jakby pili magiczny napój sporządzony przez Panoramiksa. Gra się o wiele wolniej, ciężej, ale tylko do  przedpola karnego, o czym wspominałam już wcześniej. Usprawniono również grę ciałem, która jest niezwykle pomocna na wyższych poziomach trudności. Piłkarze umieją się twardo zastawiać, najlepszym tego dowodem jest stanięcie sobie na środku boiska i czekanie aż przeciwnik podbiegnie w Twoją stronę. Nie odbierze Ci on piłki do czasu podejścia drugiego zawodnika z drużyny przeciwnej, ponieważ Twój zawodnik cały czas będzie zastawiał się ciałem.

 

Co za wysoko, to niezdrowo.

W grach sportowych łatwiej punktować zalety niż wady. Opinie wyrabia się po kilku meczach, dzieli się nią ze znajomymi, puszcza w internet i tak oto mamy następnego pretendenta do gry roku. Może dlatego wszystkie odsłony dostają takie wysokie noty. Co roku zadaję sobie to samo pytanie: co sprawia, że wszystkie FIFY czy PESy dostają tak wysokie noty, nie wprowadzajac przy tym żadnych konkretnych usprawnień rozgrywki. Ciężko stwierdzić, czy po prostu więcej tego samego wystarczy, aby ocenia nie uległa zmianie, szczególnie w tym gorszym kierunku. Jednakże jeżeli odniesiemy to do innych gatunków gier, zmiany są potrzebne i to najlepiej rewolucyjne. O ile znajdą się zapaleńcy, dla których rok bez kupionej FIFY czy PESa jest rokiem nieudanym, tak zdecydowana większość kupuje. Czy warto więc zaopatrzyć się w PES 2018? Nie jestem taka pewna, ale polecam przekonać się o tym na własnej skórze. Nie jestem też mistrzem, jeżeli chodzi o gry sportowe, ale moja opinia jest oparta na rozgrywkach na najwyższym poziomie trudności, włącznie z trybem myClub (czego to się nie robi dla platyny 🙂 ). Jeżeli macie jakieś inne odczucia, dajcie znać w komentarzach!

 

Plusy:

  • poprawa postawy bramkarzy,
  • stabilne serwery,
  • ciężar rozgrywki w środku pola,
  • trybów od koloru do wyboru,

 

Minusy:

  • powolne menu,
  • system obrony,
  • sprowadzenie rozgrywki do gry skrzydłami,
  • sędziowie,
  • komentarz.