Druga edycja WGW już za nami! Czy było lepiej niż w zeszłym roku?

Byłam, sprawdziłam i wrócę za rok! Tak mogę podsumować cały mój wyjazd na tegoroczną edycję święta dla graczy. W Warszawie, w dniach 13-16 października, odbyły się targi T-Mobile Warsaw Games Week, na których można było pograć w przeróżne gry, spotkać interesujące persony i przede wszystkim – dobrze się bawić.

Piątek, godzina 23, siedzę na dworcu w Szczecinie, czekam na pociąg do Warszawy. Dwie ciężkie torby znacząco dają mi się we znaki, nie było nawet czasu zajść do studenckiego mieszkania i zostawić kobyłę w postaci „Biochemii Harpera”. Pociąg podjeżdża – nareszcie jadę. Jak na złość siedzę w przedziale pełnym dzieciaków, które mają siłę rozrabiać aż do 7 rano. Podziwiam. Po kompletnie nieprzespanej nocy z dworca odbiera mnie znajomy. Udajemy się grupką pod halę EXPO XXI, w której mamy spędzić cały nadchodzący dzień. Wybija 9:00, odbieramy akredytacje i… zaczyna się cała zabawa.

Pierwsze co, to lecimy wypróbować Nosulusa. Miałam nosa, żeby tam pójść! Wszyscy polecieli na stanowiska z VRami, a my po cichu, na spokojnie, nałożyliśmy urządzenie na twarz, dostaliśmy krótką instrukcję co do gry i do dzieła! Wcale nie było tak źle, jak to wszyscy mówili. Owszem, zapach nie jest jakiś bardzo przyjemny, ale bez przesady. Czuć mocno chemią, ale to może tylko ja, bo jestem przyzwyczajona do chemicznych zapachów. 😛 Samo urządzenie jak najbardziej na plus i brawo dla Ubisoftu za dystans.

<

Od razu po skończeniu zabawy z South Park poleciałam na stanowisko PlayStation, ponieważ miałam umówioną sesję z VRem. Na pierwszy ogień Resident Evil. Usiadłam, miły asystent nałożył mi okulary na głowę, słuchawki i już jestem w grze. Sterowanie odbywa się za pomocą zwykłego pada, a całość mechanizmu opiera się na wychylaniu lewej gałki i manewrowaniu prawą. Nie ma w demku niczego strasznego, a samo przeskakiwanie kamery bardzo mi przeszkadzało.  Później dane mi było spróbować Drivecluba. I to jest mili państwo strzał w dziesiątkę. Po założeniu VRa naprawdę można się poczuć jak w prawdziwym samochodzie. Jeżeli chodzi o samo działanie VRa to jest dobrze, ale nadal denerwuje mnie powszechna pikseloza. Wiadomo, że to pierwsza generacja tego sprzętu, w następnej będzie lepiej, ale aktualnie nie jest to sprzęt, który wezmę na premierę. Może jak wyjdzie na niego więcej gier, to wtedy się zastanowię.

Strefa PlayStation to głównie VR, oprócz tego można było wypocząć w strefie PlayStation Plus, gdzie każdy posiadacz tegoż abonamentu mógł napić się za darmo napoju energetyzującego i odpocząć od ciągłego stania w kolejkach ;). Do tego dochodzą stoiska ze znanymi grami takimi jak np. Uncharted 4 oraz obszar z Horizon Zero Dawn, którego niestety nie można było filmować. W tej samej hali znajdowały się jeszcze stoiska najnowszego Call of Duty, Mafii itp. Na scenach odbywało się multum konkursów, cały czas coś się działo, więc nie można było narzekać na nudę. W „zielonej hali” można było spotkać gigantów – Ubisoft i Microsoft. Wszyscy, dosłownie wszyscy byli zachwyceni jedną rzeczą w tej części targów – Eagle Flight. Każdy kto spróbował tego tytułu, został totalnie zmiażdżony. Jeżeli będziecie mieli kiedyś możliwość ograć wyżej wymieniony tytuł to zachęcam serdecznie!

Szczerze powiedziawszy, takie imprezy, to dla mnie przede wszystkim możliwość spotkania świetnych osób, związanych z branżą grową. W tym roku było mi dane poznać osobiście kilku PRowców czołowych światowych firm i… pół twittera oraz kilku moich fanów. Dziękuję wszystkim za ten miło spędzony czas i widzimy się, mam nadzieję, w przyszłym roku na WGW 2017! Podsumowując: dużo VRa, fantastycznych osób, zabawy i IMO lepiej niż w tamtym roku.

To by było tyle ode mnie, resztę niezbędnych informacji znajdziecie w filmiku powyżej. Co źle zmontowane to ja, co źle nakręcone, to w większości Rekin! 😀

Dziękuję organizatorom za możliwość wejścia na imprezę i stworzenia materiału.

  • Paweł Prędki

    Skomentuję gorący temat, czyli VR 🙂 Miałem okazję zagrać w demko Robinsona i tam też ‚przeskakuje się’ kamerą lewą gałką, mimo możliwości ruszania kamery też głową (tak działa RE?). Na początku mocno było to mylące dla mózgu, ale jakoś dało się przekonać. Z kolei Driveclub cierpi przez te piksele niestety – szczególnie jeśli porówna się ze standardową wersją gry. A prędkości nie czuje się tak dobrze jak się gra na padzie. Nie jeździło mi się szczególnie lepiej niż w podstawce, aczkolwiek nie jestem najlepszym graczem wyścigowym, więc może po prostu brakuje umiejętności.

    Dla mnie moc VRa tkwi w grach mniejszych i śmieszniejszych – mam już za sobą kilka godzin zabawy z Headmasterem i Keep Talking And Nobody Explodes. Trochę z gry imprezowej, trochę z typowej zręcznościowej. Mimo bardzo prostej mechaniki ubaw jest wielki. No i takie tytuły nie opierają się na jakości grafiki – tutaj masz rację, że musimy poczekać jeszcze z generację lub dwie, żeby za normalną ceną mieć wysokiej jakości wyświetlacze kilka centymetrów przed oczami.

    Swoją drogą mam nadzieję poznać, być może w przyszłym roku, śmietankę polskiego twittera playkowego 🙂