The Division Beta – wrażenia

W tym tygodniu odbyła się zamknięta beta nowej odsłony Tom Clancy’s, która niejako ma być rewolucją dla Ubisoftu. Czy to się uda?

Na wstępie chcę zaznaczyć, że oceniam betę, a nie całą grę.

The Division to gra, która łączy w sobie RPG i TPP. Czy nie na takie gry czekają gracze? Chyba tak, patrząc na pozytywny odbiór opisywanej bety. Ale po kolei. Cała akcja gry rozgrywa się na ulicach Nowego Jorku, na których grasuje epidemia śmiertelnego wirusa, wywołana przez nieznaną organizację terrorystów. Tytułowa grupa agentów musi zasiać porządek w mieście i złapać wspomnianych zbirów. Całość brzmi dosyć prosto, ale zapowiada się naprawdę zachęcająco.

Czy Nowy Jork będzie miał dużo do zaoferowania?

Zacznę może od grafiki, która interesuje dużą rzeszę fanów. Nie jest źle, ale na pewno można było to zrobić lepiej. Ubisoft przyzwyczaił nas do pięknych lokacji z serii Assassin’s Creed, które zapierały dech w piersiach. Tu niestety mamy do czynienia z Nowym Jorkiem, który swoją urodą nie zachwyca, a przypomina raczej świat z Watch_Dogs. Owszem, jest wiele detali i smaczków w postaci plakatów, zwierząt, ulotek rozrzuconych po ulicach czy też czarnych worków, w których przypuszczalnie znajdują się zwłoki zakażonych itp., ale szczerze powiedziawszy – kogo to obchodzi kiedy budynki na dalszych planach wyglądają jak niedorobione, szczególnie jeżeli chodzi o tekstury i światło na nie padające. Zaraz mi ktoś powie, że przecież mapa jest tak duża, że trzeba się cieszyć z tego co jest… Nie zgodzę się, bo na przykład Paryż w AC Unity jest większy, a graficznie jest to niebo a ziemia w porównaniu z The Division. Nie ma też zbyt dużej interakcji otoczenia. Po rzuceniu granatu czy strzelaniu w stół do ping ponga nie zostają na nim żadne ślady, można więc powiedzieć, że wszystkie przedmioty są pancerne. No może oprócz ulotek, które latają wte i wewte. 🙂 Występuje też interakcja śniegu, ale jest na tyle uboga, że większość z graczy nie zwraca na nią uwagi.

Na plus zasługują zmieniające się warunki pogodowe, które nie powiem – zrobiły mnie wrażenie. Piękne przenikanie promieni słonecznych, padające na ulice Nowy Jork zapierają dech w piersiach, a śnieżyca powoduje, że czujemy się jak w rasowym filmie akcji.

Czego tej grze nie można odmówić? Klimatu i funu, który daje podczas gry ze znajomymi. W becie mamy dostępną jedną misję główną, która nawet na hardzie nie sprawia problemów, więc można ją spokojnie ukończyć w pojedynkę, ale tu nie o to chodzi, żeby grać samemu. Gra jest stworzona po to, aby bawić się nią ze znajomymi, przemierzać ulicę NY w celu poszukiwania skrzyń i nowych rzeczy do ekwipunku. A jeżeli o ekwipunku mowa, to The Division oferuje naprawdę ogrom broni, dodatków i ulepszeń, które są standardem dla gier RPG. Gracz przy sobie może mieć 3 bronie (2 podstawowe i jedną poboczną), które odblokowuje z tokiem gry i wzrostem levela.

Tak wygląda menu wyboru ekwipunku.

Gry od Ubi przyzwyczaiły nas do tego, że zawierają dużą ilość śmiesznych bugów i w tym przypadku nigdy nie zawodzą. Problemy z widocznością graczy, których doświadczył mój znajomy, są wręcz śmieszne, tym bardziej, że gra ma za miesiąc premierę. Co byś zrobił, gdyby za Twoją głowę została wyznaczona nagroda, a żaden z przeciwników nie mógł Cię zobaczyć? Odpowiedź poniżej.

Ja natomiast notorycznie miałam problemy z lataniem postaci, a dokładniej z jeżdżeniem na łyżwach… Bez łyżew. Na asfalcie. Mieliśmy z tego niezły ubaw.

Pojawiały się też inne bugi jak lewitujące laptopy (by @MagMagii) czy też śmiercionośne podłogi (wyjścia poza mapę by @Bloodergo), ale wszystkie te błędy raczej przyprawiają graczy o uśmiech, a niżeli o irytację, dlatego na to wszystko warto patrzeć z przymrużeniem oka.

Teraz przejdę do tego, co najbardziej mi się nie podobało – AI wrogów. Może jestem przewrażliwiona, ale jeżeli chodzi o strzelanki to zawsze zwracałam na to uwagę. Pamiętam jak w Killzone 2 na elitarnym poziomie trudności byłam zachwycona sztuczną inteligencją przeciwników, który niejednokrotnie umieli podejść gracza od tyłu, umiejętnie poruszać się między osłonami i po prostu sprawiali wrażenie myślących. A tu? Przeciwnicy prawie w ogóle nie korzystają z osłon. Ba. Nawet część z nich leci prosto na Ciebie z zamiarem walnięcia Cię kijem bejsbolowym, którym zadaje większe obrażenia niż z karabinu. Nawet na najtrudniejszym poziomie trudności nie stanowią oni żadnego zagrożenia, więc jestem trochę zawiedziona.

Jeżeli chodzi o samą mechanikę strzelania. Jednym się podoba, innym nie i jest to osobista kwestia. Wiele osób ma zarzuty o recoil. Ja na przykład się z tym nie zgadzam, bo jest to zrobione fajnie, każda broń ma inny rozrzut i jest to niejako pójście w stronę rzeczywistości. Brakuje niestety zmiany ciągłości ognia. Nie podoba mi się też za to system obrażeń, który jest po prostu słaby. Przeciwnik z kijem bejsbolowym zadaje Ci większe obrażenia niż Ty z broni na poziomie 5. Tak samo strzał w głowę daje prawie takie samo odczuwalne obrażenie jak strzał w nogę. Pisząc o tym, wiele osób mnie poprawiało – że to przecież RPG, że w Borderlansach też tak było, ale przecież warto iść do przodu, a nie cały czas stać w miejscu. Może to czepianie się z mojej strony, ale ja miałam nadzieję na coś więcej.

Nie jest to beta, dla graczy lubiących samodzielną rozgrywkę. Oczywiście można samemu plądrować ulice i podziemia NY, ale po 2-3 godzinach zaczyna doskwierać nuda, nie mówiąc już o całkowitym znużeniu. Może w ostatecznej wersji gry będzie więcej do roboty, dlatego tu zostawiam pole do popisu dla twórców.

W becie jest dostępna jedna misja główna, która nie stanowi żadnego wyzwania dla przeciętnego gracza nawet na najwyższym poziomie truności.

Dark Zone to teren PvP, w którym można polować na teoretycznie silniejszych przeciwników komputerowych jak i Rogue – innych graczy, którzy stają się Twoim celem. Na razie DZ świeci pustkami i nie ma tam nic ciekawego do roboty, ale zostawiam tu pełne pole do popisu w ostatecznej wersji gry, gdy poziom graczy znacznie wzrośnie i większa ilość graczy będzie krążyć po skażonych ulicach NY. Ale sam pomysł jest fajny – wchodzisz na zamknięte ulice, na których nie wiesz co czai się za rogiem, przeciwnicy mogą nadejść z każdej strony, co nadaje grze pikanterii. Dreszczyk emocji. To jest to co lubimy. Dodatkowo każdy zebrany loot w DZ może zostać przeniesiony do normalnej strefy tylko za pomocą helikoptera, którego lądowisko znajduje się w wyznaczonym miejscu. Przeciwnicy tylko czekają, aż będziesz chciał coś wysłać i wtedy zaczyna się największa zabawa. Jeżeli zginiesz możesz zostać ograbiony z zebranych przedmiotów, dlatego w DZ przetrwają tylko najlepsi. Koncept fajny, mam szczerą nadzieję, że to wypali.

Krótko i na temat. Jak zawsze. 😉 Na pewno nie jest to gra, którą zakupię w dzień premiery. Skłaniam się raczej w kierunku ogrania jej wtedy, kiedy zostanie wydana całkowita wersja ze wszystkimi DLC. Jest to produkt dla ludzi lubiących grać w co-opa, spędzać czas na plądrowaniu uliczek, ale przede wszystkim dla tych, dla których liczy się dobra zabawa. Mam nadzieję, że gra będzie oferować dużo więcej contentu, niż chcemy i tytuł stanie się jednym z lepszych w 2016 roku. Możecie się spodziewać opinii po całkowitym ograniu gry, razem (co oczywiste) z poradnikiem, dlatego stay tuned! 🙂

 

Ocena bety:
PLUSY:

  • klimat,
  • potencjał, który mam nadzieję nie zostanie zmarnowany w ostatecznej wersji gry,
  • miasto, które chce się zwiedzać,
  • różnorodność poziomów mapy,
  • olbrzymi ekwipunek,
  • zjawiska pogodowe,
  • fun, który dostarcza gra ze znajomymi,
  • stabilne serwery,

MINUSY:

  • AI przeciwników,
  • pancerne obiekty,
  • zbyt duże skupianie się na szczegółach, przy kiepskim wykonaniu dalszych planów miasta,
  • bugi, bugi, bugi, rydz, jaka piękna sztuka,
  • niewymagający poziom trudności zadań pobocznych ,
  • recoil, który może dla niektórych może być irytujący,

Premiera: 8 marca 2016
Gra dostępna na: PC, XO, PS4.

  • MyRiuR

    DZ nudzi przy dłuższym posiedzeniu (fakt, że mało ludzi też robi swoje) , i był bug u mnie z lootem. Przez 1,5h z bratem latałem i nie mogłem otworzyć żadnej skrzyni, jakby były puste a na ulicach tylko AI :/

  • Mnie się bardzo podoba. Złapałem się na hype na E3, ale po kolejnych premierach Ubi (Watch Dogs, Assassin’s Creed) dosyć mocno zacząłem wątpić w to co będzie sobą prezentować The Division. Zwątpiłem do tego stopnia, że teraz jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Oczywiście jest downgrade, ale nie tak drastyczny jak wcześniej. Noo przynajmniej na PC, nie wiem jak na konsolach. AI mnie aż tak nie drażni, fakt nie są najlepszym AI przeciwko, któremu przyszło mi grać, ale z drugiej strony nie tego oczekiwałem od tej gry. Realizmu i mądrego AI oczekuję od gier typu ARMA.

    Co do wyglądu miasta to według mnie jest bardzo ładne, oczywiście zgadzam się, że budynki w większej odległości wyglądają o wiele gorzej, ale niestety dzisiejszy sprzęt (konsole i nie-high endowe PC) nie jest w stanie wyrenderować otwartego świata w takiej jakości. Do tego dochodzi specyfika Nowego Jorku – proste ulice i wysokie budynki, która dość znacząco przeszkadza w ukryciu tego co znajduje się w większej odległości za budynkami w bliższej. Dlatego nie zgodzę się też co do Paryża w Unity, o ile z poziomu ziemi wyglądał bardzo ładnie, o tyle z punktów widokowych budynki w oddali wyglądały jeszcze gorzej niż te w The Division.

    Jeszcze co do błędów to bym na nie specjalnej uwagi nie zwracał, bo po pierwsze nie wiadomo z kiedy pochodzi build tej „bety”. No i właśnie „bety”, jedyne co jest tutaj testowane to netcode i serwery, bo gra jest tak obcięta z contentu, że przypomina raczej demo, a nie betę, która miałaby twórcom pomóc w poprawieniu błędów. Brak craftingu, perków, talentów, mocno ograniczony świat gry – Ubi chciało pokazać grę na miesiąc przed premierą i sprawdzić wszelkie aspekty sieciowe gry przy trochę większej liczbie graczy niż w całkowicie zamkniętych testach. A na koniec i tak pewnie padną serwery 😛

    W każdym razie to tyle, do reszty nie muszę się odnosić, bo się zgadzam, ale ja mam po ograniu bety ochotę kupić The Division w dniu premiery. Szkoda, że oczywiście crossplaya nie ma, bo powiedziałbym do zobaczenia w Nowym Jorku, a tak to mogę tylko na koniec życzyć miłej gry.

    PS. Nie wiem czy miałem szczęście (lub pecha zależy jak na to spojrzeć), bo trafiłem w Dark Zone na niemal samych pacyfistów 😀