Shadow of the Colossus – Opinia

To nie gra… To przeżycie!


Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości Sony Interactive Entertainment Polska.

 

Przez lata słyszałem od znajomych: „Stary jak mogłeś nie grać w Shadow of The Colossus!? To najpiękniejsza gra na świecie!”. Nie brałem sobie do serca tych słów, bo to nie pierwsza gra, o której słyszałem taką opinię. Poza tym, miałem okazje „zagrać” w nią na ekspozycji w sklepie przez dosłownie 5 minut, po czym moje zdanie wyglądało następująco: jeździ ktoś na koniu, sterowanie kiepskie, nuda, więc się zraziłem i niestety z tym przeświadczeniem pominąłem edycję na PS3, chociaż z perspektywy czasu może właśnie stety! Teraz stanąłem przed okazją rozpoczęcia przygody z czystą kartą. Bez spoilerów, bez żadnej wiedzy i powiem Wam, że warto było unikać tego tytuły przez lata, bo właśnie na PS4 został wydany genialnie! Od ogłoszenia remake’u budowałem wokół Kolosa mały hype, karmiony opinią moich kolegów i kolejnymi screenami. Chciałem ograć tytuł coraz bardziej, aż w końcu się udało! Ola zapytała czy nie chcę sprawdzić Shadow of The Colossus, na co bez wahania odpowiedziałem krótko – „TAK!”.


Shadow of The Colossus to gra przygodowo-zręcznościowa. Chyba mogę ją tak nazwać, bo chwilę po rozpoczęciu poznajemy deczko tajemniczy, ale jednak konkretny cel naszej przygody, a sam system walki wymaga od gracza dużego skupienia i zręczności. Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, iż ten tytuł jest też łamigłówką (zwłaszcza dla tych, którzy nie grali w poprzednie wydania), ponieważ twórcy stawiając nas przed 16 kolosami, z których każdy ma inny moveset, szybkość, wielkość, inaczej rozłożone punkty witalne. Jedne są latające, inne pływające, z kolejnymi musimy walczyć wykorzystując otoczenie. Natomiast twórcy stawiają nas przed nimi, dając nam do dyspozycji tylko miecz, którym możemy oznaczyć punkty witalne kolosów, łuk, który przydaje się do agrowania przeciwników i niekiedy do powalenia kolosa oraz konia, który zyskuje przy bliższym poznaniu i niejednokrotnie przydaje się w walce. Niemniej jednak jest to gra wyjątkowa, dlatego moją opinię chciałbym podzielić na dwie części: 1 opisującą emocje jakich doświadczyłem przy pierwszym przejściu gry oraz 2, w której chciałbym się skupić na mechanice gry oraz drobnych niedogodnościach z jakie zauważyłem kiedy emocje opadły.

 

Część 1: Emocje

Ciężko mi nazwać to dzieło grą, bo grą w moim mniemaniu staje się ono dopiero kiedy je ukończymy. Pozwólcie więc, że odniosę się do przeżyć z pierwszego playthrough. Odpalając Shadow of The Colossus stanąłem przed sporą dawką tajemniczości. Zero wyjaśnień. Zero wprowadzenia? Ktoś jedzie na koniu z jakimś zawiniątkiem i nie wiadomo o co chodzi. Nagle okazuje się, że owym zawiniątkiem jest dziewczyną. Siostra? Miłość? Randomowe zwłoki? Nic nie wiem… Chwilę potem od demonicznego głosu z dziury w suficie dowiaduję się, że moim celem będzie zabicie 16 kolosów tylko po to, aby owa niewiasta wróciła do życia! I tutaj zaczynają się emocję, mam już swój cel, serce zaczyna bić szybciej, mogę ruszyć na polowanie! Gotowy do walki i pełen zapału zbiegam po schodach i moim oczom ukazuję się piękna kraina opiewająca w góry, kaniony, wspaniałą zieleń a nawet tereny pustynne. Coś pięknego. Po otrząśnięciu się z zachwytu i ogarnięciu podstaw jazdy konnej poleciałem na kolosa z myślą „sprawdzę tylko jak to wygląda i lecę spać”. Jak się domyślacie – oszukałem sam siebie i to bardzo. Skończyłem ze szczęką na podłodze w środku nocy po zabiciu 6 kolosów i wyłączyłem tylko dlatego, że rano musiałem lecieć do pracy (trudne życie gracza) :D.

Tutaj muszę wspomnieć o oprawie dźwiękowej, która towarzyszyła mi podczas przygody z Shadow of The Colossus. Co ciekawe kiedy „zwiedzamy” okolice słyszymy tylko pięknie oddane odgłosy natury tj. hulający między kanionami wiatr, „wrzaski” ptaków czy szum wody, co w efekcie potęguje nasze poczucie maleńkości. Przez to, że podróżujemy w ciszy czujemy się samotni, a nasza podróży staje się jeszcze prawdziwsza. Muzyka pojawia się podczas spotkań z kolosami i muszę przyznać, że jest doskonale dynamiczna kiedy tego potrzebujemy, czyli np. podczas kluczowego momentu walki. Idealne zgranie z tempem rozgrywki sprawia, że krew buzuje szybciej, a zmysły się wyostrzają. W moim odczuciu żadne nuty nie pasowały by lepiej do tego przeżycia jak te, które zostały nam przedstawione przez twórców.


Piękny świat jaki zwiedzałem, szukając kolejnych kolosów, nie omieszkał mi się przyśnić i w efekcie zaspałem do pracy. Kamera momentami wariuje , jednak rekompensują to iście filmowe ujęcia. Na przykład podczas galopu miałem wrażenie, że trawa przeskakuje mi centymetr przed oczami i tak się wczułem w ten klimat, że niemal czułem wiatr na brodzie. Jaszczurka łącząca model z PS2 ze współczesną teksturą przyprawiła mnie o wybuch śmiechu i mega nostalgię! Ganiałem ją dobre kilka minut nie mając pojęcia, że może mi się do czegoś przydać :D. Ale! Wracając do kolosów, tu było grubo. Każdy kolejny kolos dostarczał nowych emocji – pierwszy budził respekt, drugi zmusił mnie do kombinowania (ale tylko troszkę), trzeci pobudził do walki, a czwarty nauczył cierpliwości na tyle, że zdążyłem się z nim zaprzyjaźnić i było mi przykro kiedy musiałem go wykończyć. Każdy kolejny kolos wydawał się innym mini-przeżyciem, które w połączeniu tworzyły idealnie zgraną całość. W stwierdzeniu „to dzieło staje się grą dopiero po ukończeniu” mam na myśli, że podczas pierwszego playthrough nie myślałem absolutnie o aspektach growych tj. czasie, znajdźkach, wyskillowaniu walk, czy mechanice samej gry. Zmotywowany pięknem tego obrazu chciałem wypełnić powierzony mi obowiązek i pomóc tej dziewczynie nie dbając o własne dobro.

Podsumowując. Cudowna przygoda, doskonała muzyka, ogromne emocje, piękna grafika, a spotkania z kolosami przyprawiają o ciarki, nawet kiedy teraz je wspominam. Z czystym sumieniem mogę polecić ten tytuł każdemu, kto szuka w grach emocji i niezapomnianych wrażeń, bo ta gra właśnie taka jest. Nie da się o niej zapomnieć i coś czuję, że teraz ja będę mówił wszystkim znajomym „Stary! jak mogłeś nie grać w Shadow of The Colossus na PS4!?”.

 

Część 2: Po emocjach.

Tutaj robi się surowo. Nie ma już zaskoczeń, kombinowania. Mam do zdobycia trofkę za przejście bez śmierci oraz za ukończenie gry w mniej niż 5:41:28s (jeszcze nie wiem czemu tyle, ale na pewno jest tu jakiś easter egg), więc prę na przód jak babcia ninja do ostatniego wolnego miejsca w tramwaju, ignoruje całe piękno krainy, znajdźki, nawet cudowną grafikę i kosze kolosa po kolosie, najszybciej jak potrafię, przez co zaczynam zauważać pewne niedogodności. Aby to zobrazować podzielę opis na tematy:

 

1. Agro

Żaden kolos nie wywołał u mnie takiej frustracji jak ten koń. Jednocześnie żaden z nich nie doprowadził mnie do takiego smutku i żalu… Po prostu ze skrajności w skrajność (żona płakała jak „paczała”)! Mechanika! Głównie sterowanie… Wsiadając na konia nie dostajemy praktycznie żadnych instrukcji, przez długi czas nie wiedziałem więc, czy mam wciskać trójkąt czy go trzymać. Agro potrafił zrobić obrót o 180 stopni kiedy natrafił na mały kamyk lub patyk po czym skakał na pełnym rozpędzie z 15 metrowej skarpy… Bardzo późno ogarnąłem, że twórcy chcieli zbliżyć jazdę konną do realizmu, w efekcie czego wystarczy obrać kierunek i raz na jakiś czas trącić , aby koń trzymał tempo. Okazało się również, że nawet nie za bardzo musimy używać lewej gałki analogu, bo Agro sam doskonale manewruje między skałami czy innymi przeszkodami. Po tym odkryciu jazda stała się czystą przyjemnością.

 

2. Wander

Czyli nasz główny bohater. Bardzo łatwo było mi wczuć się w tą postać. Młodzieniec, który zrobi wszystko, aby pomóc pięknej niewieście. Kupuję to w stu procentach! A co do mechaniki: jego moveset jest wystarczający, animacja spójna, a sterowanie nieskomplikowane z kilkoma ukrytymi możliwościami, takimi jak triki podczas jazdy konnej lub łapanie się zwierzątek. 🙂

 

3. Kolosy

Cudowne! Wspaniałe! Piękne! Uwielbiam animację kolosów. To, jak możemy poprzez sposób ich poruszania poczuć ten ogrom i ciężar wielkich kolosów – niesamowite. Jednocześnie tym mniejszym nie brakuje gracji i sprytu. Jeszcze inne potrafią być całkiem urocze i zabójcze jak Laleczka Chucky. 🙂 Nie natrafiłem podczas gry na nic co by mnie zraziło do tych stworów i za każdym razem darzę je tym samym szacunkiem. Dobra robota!

4. Świat

Pięknie zaanimowana spójna kraina, w której pustynie nie pojawiają się znienacka, a drzewa rosną tam gdzie rosnąc powinny. Byłem w szoku, gdy zobaczyłem chwiejące się na wietrze drzewa na drugim końcu mapy! Chapeau bas. To wszystko oprawione cudowną grafiką daje nam brak poczucia traconego czasu w poszukiwaniu kolejnych kolosów. Nic dodać, nic ująć!

 

5. Czas

Grę można przejść w kilka godzin, co jednocześnie jest jej plusem i minusem. Plusem, bo moim zdaniem 16 kolosów to ani za mało, ani za dużo, czyli dokładnie w sam raz! Minus wynika tylko i wyłącznie z natury gracza, czyli CHCE WIĘCEJ. 😀

 

6. Wyzwania czasowe

Możliwość walki z każdym kolosem w dowolnym momencie (dostępne po pierwszym przejściu gry, możemy je odpalić z poziomu kapliczki, w której startujemy) jest super, głównie dlatego, że z niektórymi są związane konkretne trofea. Dodatkowo za wykonywanie wyzwań czasowych otrzymujemy nowe przedmioty, które mogą uprzyjemnić dalszą rozgrywkę. Poza tym, każdy na pewno znajdzie swoje 2 lub 3 ulubione stwory, które będzie chciał ubić na przykład w oczekiwaniu na obiad czy w przerwie w sprzątaniu (przykład z autopsji 🙂 ). Dodatkowo wrażenie kiedy zobaczysz na liczniku 2:30s na liczniku zabicia kolosa jest niesamowite, zwłaszcza kiedy zrobisz to w niecałe 2 minuty!

 

7. Interfejs

Właściwie mamy tu tylko pasek życia oraz kropkę (z której potem wychodzi pasek) wytrzymałości – znikają kiedy ich nie potrzebujemy. Czyli  twórcy postanowili postawić na minimalizm. Strasznie lubię takie rozwiązania, bo pozwalają skupić się na widokach i cieszyć się pięknem gry.

 

8. Tryb foto

Podczas pracy nad odsłoną na PS4, twórcy nie zapomnieli o graczach, którzy uwielbiają robić screeny w grach. Tryb foto daje masę możliwości, manipulowanie kamerą i cała góra filtrów pozwalają uzyskać niesamowite ujęcia. Niektóre z moich możecie podejrzeć w czytanej przez Was opinii.

 

Słowo na koniec

 

Po pierwszym przejściu gry zachowujemy stan HP i wytrzymałości z poprzedniej rozgrywki, co znacznie ułatwia ukończenie New Game +. Dodatkowo odblokowują się próby czasowe, czyli możliwość rozpoczęcia walki z każdym kolosem z poziomu startowej kapliczki (spore ułatwienie do niektórych trofeów). Na koniec zostawiłem 2 smaczki. Po pierwsze – gra daje możliwość grania na wybranym filtrze z trybu foto co tylko potęguje doznania wizualne i emocjonalne. Po drugie – kiedy ukończymy grę po raz pierwszy, w New Game + możemy wybrać opcję „Świat lustrzany” co oznacza dokładnie to co podpowiada nazwa. Dostajemy cała grę w lustrzanym odbiciu. Pierwszy raz spotkałem się z taką opcją i muszę przyznać że mnie urzekła. 🙂 Podsumowując, po pierwszym przejściu znika magia i tajemniczość, ale dostajemy całą masę nowych możliwości, które pozwalają nam przeżyć tą samą przygodę ale zupełnie na nowo!

 

PLUSY:
+ przepiękna grafika,
+ dźwięki/muzyka,
+ emocje jakie dostarcza ten tytuł,
+ cena,
+ kontent dodany przy tym remake’u,
+ fabuła,

 

MINUSY:
 sterowanie Argo, ale tylko na początku.